STOP.
Czas zrobić coś dla siebie!

Kiedyś praktykowałam jogę regularnie, dwa razy w tygodniu, potem gdzieś w ferworze codziennych obowiązków zatraciłam tę wyzwalającą ducha rutynę. Bo praca… uczelnia.. chłopak… znajomi…Więc powiedziałam STOP. Wzięłam długopis i wpisałam w grafik “mój czas”. Może to jedyna opcja, aby nie przekładać go co tydzień na ‘za tydzień’?
Postanowiłam wrócić do jogi. To niesamowite jak już po kilku pierwszych sesjach Twoje ciało od nowa uczy się oddychać, czujesz tę wspaniałą cyrkulację od czubka głowy po koniuszki palców. Powoli, z tygodnia na tydzień, obserwujesz jak ciało zaczyna się otwierać i przyjmuje z rozkoszą coraz to trudniejsze asany i odwdzięcza Ci się większą gibkością, brakiem bólu pleców i… łatwością zawiązania sznurówek bez kucania 🙂

Pewnie Was zaskoczę, ale zdecydowałam się wygospodarować ten czas w każdy poniedziałek w porze lunchu. Dlaczego? Bo poniedziałki są najtrudniejsze do przeżycia (przynajmniej dla mnie). Zamiast 2 przerw w ciągu dnia mam tylko jedną, dłuższą, ale uważam to za naprawdę niewielkie poświęcenie w zamian za ten błogi stan. Moment w którym liczysz się tylko Ty, Twój oddech i Twoje ciało.

Jeżeli jeszcze nie próbowaliście, to naprawdę zachęcam. Tak, Panów też.

To jak, kalendarze i długopisy w dłoń? 🙂

Udostępnij: