Śniadania modne są tylko w weekendy. W tygodniu pijemy szybką kawę przed wyjściem do pracy lub w drodze do niej. Śniadanie zjada tylko dziwak, któremu przewraca się w głowie od nadmiaru czasu rankiem. Oczywiście żartuję, ale sama złapałam się na tym, że ostatnio zamiast celebrować śniadanie w domu, wolałam pospać chwile dłużej i w ogóle rezygnowałam z niego albo odwlekałam mocno w czasie. Po 2 tygodniach takiego rozregulowanego trybu jedzenia zaobserwowałam u siebie:
-większy niż dotychczas głód popołudniu i wieczorem oraz szczególne upodobanie słodkiego smaku (głód węglowodanów)
-obniżoną koncentrację w pracy, przez co wypijałam zdecydowanie większą ilość kawy, chcąc doprowadzić się do stanu używalności
– po pracy byłam zmęczona i częściej rozdrażniona, a po posiłku zjedzonym w domu najchętniej poszłabym spać (właściwie budziłam się niewyspana i cały dzień towarzyszył mi ten stan)

Brzmi znajomo? Najadasz się po powrocie z pracy, bo organizm domaga się aby uzupełnić zapasy, a Ty masz w końcu chwilę wytchnienia więc folgujesz sobie. Rano nie jesteś głodny/a bo pamiętasz jeszcze obfitą kolację. Nie chcę Cię martwić, ale to najprostsza droga do powiększenia swoich gabarytów…

Dlatego mam mocne postanowienie poprawy, wracam do starych, sprawdzonych nawyków!
1 dzień i moje letnie śniadanie. Omlet z malinami na słodko.
Białka ubij, wymieszaj delikatnie z żółtkami, świeżymi malinami i szczyptą cynamonu (nie solę, bo ograniczam spożycie soli do minimum i nie słodzę, bo dodatki są wystarczająco słodkie). Ułóż na omlecie, świeże maliny i borówki/jagody, polej jogurtem naturalnym i syropem klonowym. Złóż omlet na pół/lub przekrój.
Delektuj się, a potem pędź do pracy!2014-06-27-15-01-05

Udostępnij: